Lubimy mieć wszystko czarne na białym. Zbieramy faktury, rachunki, bilety, reklamy, gazety, formularze, deklaracje itp. Tony papieru zalegają na naszych regałach i w biurkach. Trudno te wszystkie kartki przechowywać w uporządkowany sposób. Jak sobie z tym poradzić? Zacznijmy, jak zwykle od jednej szuflady, jednego segregatora.
Moim marzeniem jest niewielka, idealna garderoba. I nie mam na myśli pomieszczenia, a dobrze zaplanowany zestaw ubrań, dzięki którym już nigdy nie powiem, że nie mam co na siebie włożyć. Ubrań, które na mnie pasują, podkreślają walory figury, i komponują się z innymi rzeczami w szafie.
1. Określ typ swojej sylwetki. Nie jest to takie trudne, szczególnie w dobie programów Trinity i Suzannah, zajrzyjcie np. na www.groszki.pl. Ja jestem wiolonczelą.
2. Analiza kolorystyczna. Moje spojrzenie na ubrania zmieniło się, gdy okazało się, że jestem „zimą”
i powinnam nosić chłodne kolory i gładkie tkaniny, zamiast romantycznych, pastelowych łączek :/ Taką analizę można przeprowadzić samemu, posiłkując się wujkiem googlem.
3. Styl, w jakim chcemy się ubierać. Inne potrzeby ma mama pracująca w domu, a inne kobieta pracująca w biurze. Zróbmy spis ubrań, które chcemy mieć w szafie. Uwzględnijmy różne okazje.
4. Szukamy trupa w szafie. Wiemy już co nam służy, w tym punkcie pozbędziemy się wszystkiego, co zalega w szafie i nam szkodzi. Przygotujmy sobie trzy worki, na trzy kategorie ubrań: do sprzedania, do oddania, na śmieci. Przyglądamy się krytycznie każdej sztuce odzieży. To co jest w odpowiednim rozmiarze, kroju i kolorze, odkładamy do szafy. Cała resztę klasyfikujemy do jednego z worków.
To co chcemy sprzedać, pierzemy, prasujemy, mierzymy, robimy zdjęcia i od razu wystawiamy na aukcji.
Jeśli chcemy oddać ubrania na cele dobroczynne, postępujemy tak jak wyżej, pierzemy, prasujemy, naprawiamy jeśli można coś naprawić. Tylko pamiętajmy, nie oddawajmy rzeczy, które nie nadają się do noszenia, ubrań brudnych czy porwanych. Ludzie którzy muszą korzystać z takiej pomocy, są wystarczająco upokorzeni swoją kondycją życiową.
Jak najszybciej wywozimy ubrania do miejsca przeznaczenia, żeby przypadkiem nie wróciły na stare miejsce.
Co zrobić z rzeczami, które może jeszcze się przydadzą? Chowamy je do osobnego worka. Jeśli po kilku miesiącach nie wróciliśmy do tych ubrań, to nie są nam one potrzebne.
5. Ewaluacja listy ubraniowej z pt.3. Wykreślmy wszystkie ubrania, które mamy już w szafie. Listę zabierajmy ze sobą na zakupy, i w sklepie patrzmy tylko na rzeczy, które znajdują się na liście. Inne dla nas nie istnieją.
Mam małą, bardzo małą kuchnię, niecałe 6m2. Zmieściło się tam kilka szafek, duża lodówka, kuchenka i zmywarka. I tyle, prawie nic. I na tej małej przestrzeni trzymam mnóstwo gratów. A raczej trzymałam.
Jak odgracić kuchnię?
1. Zastanów się, czego oczekujesz od swojej kuchni. Jak gotujesz, czy lubisz proste posiłki, które nie wymagają skomplikowanych zabiegów. Czy raczej gotowanie to dla ciebie sztuka, która potrzebuje wielu utensyliów?
2. Przez kilka tygodni zapisuj co jecie, może Twoje ulubione potrawy nie wymagają tych wszystkich rzcze zalegających szafki.
3. Przejrzyj pojemniki z przyprawami, kaszami i wyrzuć wszystkie przeterminowane.
4. Sprawdź czy niektóre urządzenia nie powtarzają się. Ja np. miałam dwa durszlaki, a korzystałam z jednego i to sporadycznie.
5. Zastanów się, czy rzeczy, których używasz raz, dwa razy w roku, naprawdę są potrzebne. One przede wszystkim zbierają kurz.
Zastanawiałam się, co jeszcze mogę wyrzucić/oddać/sprzedać.
Każda z nas, niemal codziennie staje przed dylematem, co na siebie włożyć. Szafa pęka w szwach, ale nic do siebie nie pasuje, a to co pasuje jest w praniu. Jak się uchronić przed podobnym zagrożeniem?
O czymś zapomniałam? Dopiszcie swoje propozycje.
Postanowienia noworoczne zrobione, przystępujemy do realizacji. Oczywiście małymi krokami
Naprawiam/udoskonalam/wyrzucam/organizuję jedną rzecz dziennie. Przykłady:
W taki sposób można, małymi krokami, wprowadzić w swoje życie wielkie zmiany.
Podpowiedzcie, jakie są Wasze małe kroki?
Pierwszy dzień Nowego roku. Aż się prosi o podsumowania i postanowienia. Podsumowanie już zrobiłam, czas na postanowienia.
W tym roku miałam często poczucie, że żyję w bałaganie. Dotyczyło to wielu aspektów życia: naszego mieszkania, pracy, planu dnia. Widziałam bałagan w moim komputerze, właściwie w każdym folderze. Podobnie w skrzynce mailowej, na starym blogu, na forum itd.
To są pomniejsze bałagany, dużo gorszy jest bałagan dotykający uczuć, relacji z ludźmi, emocji, rozwoju duchowego i osobistego.
Gonię za wieloma rzeczami, próbuję sprostać wielu wymaganiom, grać wiele ról. Cały czas, w tyle głowy, jakiś głos mnie pogania – szukaj czegoś nowego, lepszego, nie tu jest Twoje miejsce. I tak miotam, się, szukam odpowiedzi, pomysłów inspiracji, miejsca na ziemi.
W rzadkich chwilach spokoju dochodzi do mnie zupełnie inny głos. Tu jest Twoje miejsce, zajmij się dobrze tym, co teraz robisz, nie szukaj. Zadbaj o to co masz. Odetnij się do nadmiaru informacji, impulsów, pokus. Uprość swoje życie. Zwolnij.
Koniec z tym. Jak osiągnąć spokój i ład? O to kilka rzeczy, które pierwsze przyszły mi na myśl:
1. Stworzyć plan, które obszary życia wymagają naprawy, do tego dopisać pomniejsze cele.
2. Uporządkować bezpośrednie otoczenie: mieszkanie, szafy, samochód.
3. Ograniczyć czas spędzany przy komputerze.
4. Zmodyfikować domowe finanse.
5. Kierować swoje myśli do Boga, męża i dzieci.
6. Koncentrować się na tym co robię w danej chwili, nie bujać myślami, czekając aż przyjdzie coś nowego.
7. Zadbać o relacje z innymi ludźmi: najbliższą i dalszą rodziną, znajomymi, sąsiadami.
Fundamentalne pytanie.
Czy zastawialiście się kiedyś, po co sprzątacie? Jaki jest Wasz cel? Odpowiedź wydaje się prosta, żeby było czysto, ale co to dokładnie znaczy. Czysto tak, żeby można było jeść z podłogi, czy raczej czysto na tyle, żebyśmy dobrze się czuli w naszym domu. Ja preferuję ten drugi stan, często mówię, że jak dla mnie, to tu jest „wystarczająco czysto”.
Co to oznacza?
Jest to stan, gdy w domu panuje ład w kilku kluczowych sferach:
Słowem, powinno być na tyle czysto, by otoczenia nas uspokajało i dobrze wpływało na nasz nastrój. A także, byśmy bez skrępowania mogli podjąć niespodziewanych gości.
Jak to osiągnąć, z niemowlęciem na ręku?
Na szczęście, nie wymaga to katorżniczej pracy. Zacznijmy od ogarnięcia pokoi: posłania łóżek, wyrównania poduszek, odkurzenia podłogi raz/dwa razy w tyg. Jeśli chodzi o kuchnię i łazienkę, to powinno wejść nam w nawyk codzienne sprzątanie obu. To nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim higieny. Jeśli robimy to codziennie, to nie zarastają one brudem, którego potem trudno się pozbyć. Wystarczy przetrzeć szmatką nasączoną środkiem czyszczącym i już.
Już niedługo pojawi się tu szczegółowa lista czynności porządkowych, z których każda zajmuje mniej jak 10 min, a walnie przyczynia się do poczucia porządku w domu.
I znów spóźniłaś się do pracy, dzieci odwiezione już po dzwonku, i jeszcze rzeczy na basen zostały w domu. Czy można sobie wyobrazić gorszy początek dnia? Jeszcze jakiś czas temu była to moja codzienność, z tym wyjątkiem, że nie spóźniałam się do pracy, bo pracowałam w domu
O to pomysły, które może i wam pomogą się uporać z porannym rozgardiaszem:
Pierwsze męstwo każdego dnia.
Wstajemy gdy tylko zadzwoni budzik. Nie za 5min. Ustalmy to raz na zawsze, nasz budzik nie ma funkcji drzemka. Dzwoni budzik, a my zrywamy się, lub zwlekamy, odnajdźcie swój własny styl, i ruszamy w nowy dzień. Po drodze jeszcze można posłać akt strzelisty, ofiarowując rozpoczynający się dzień w dobrej intencji.
Potrzebny jest harmonogram.
Niech obejmie on najważniejsze czynności poranka, wraz z oszacowaniem czasu, jaki te czynności zajmą.
Jesteśmy optymistami w planowaniu porannego wyjścia z domu. Lepiej załóżmy, że spakowanie i ubranie do wyjścia całego towarzystwa zajmie nam 0,5h, a nie 5min. Oszacujmy też jaki czas zajmie nam dojazd, ale w wersji z korkami na drodze i zatrzymywaniem się na każdych światłach, a nie dla jazdy w najkorzystniejszych warunkach, takie się w dni robocze nie zdarzają.
Jeszcze jedna rzecz. Harmonogram nie będzie działał, jeśli będzie istniał tylko w naszych głowach. Trzeba go spisać i omówić z rodziną. Nasz wisi na korkowej tablicy, która swoją drogą jest tak zabałaganiona, że będzie świetnym tematem na kolejny wpis
Racjonalizacja „drogi ewakuacyjnej”.
Na pewno elegancko jest odwieszać kurtki w garderobie, plecaki trzymać w pokojach dziecięcych, a szczotkę do włosów przy toaletce. Ale pomyślcie ile to generuje dodatkowej bieganiny, żeby wszystko zebrać razem. O ile racjonalniej jest trzymać buty i kurtki koło drzwi, a dodatkowy grzebień w koszyczku, w przedpokoju (mój syn niemal codziennie musi z niego skorzystać).
Wieszajcie ubrania w szafie zestawami.
Czasem podjęcie decyzji co założyć, może ukraść cały poranek. O ile trudniej, gdy dodatkowo ubrania nie są uprasowane, albo jedyna bluzka, którą mogę włożyć do dżinsów jest w praniu. Zamiast segregować ubrania w szafie wg. przeznaczenia np. koszule z koszulami, spódnice ze spódnicami, pogrupujcie ubrania zestawami. I niech te ubrania będą już uprasowane. Nazwijmy ten system weź i załóż.
Pakujcie się wieczorem.
Zanim dzieci pójdą spać, poprośmy je aby spakowały wszystkie rzeczy potrzebne na następny dzień. Książki, piórniki, prace domowe, stroje kąpielowe, sportowe buty i co tylko jeszcze powinny mieć. Tu też bardzo przyda się plan lekcji, żeby nie pakować wszystkiego, tylko to co potrzebne. Tak przygotowane plecaki czekają do rana w specjalnie wyznaczonym miejscu, w korytarzu. Rano pozostanie tylko dopakować drugie sniadanie.
Organizacja? Tak, ale jak zacząć?
Może zacznijmy od pokoju dziecięcego, i całego tego kolorowego zamieszania.
Małymi krokami.
Najchętniej planujemy od razu wielkie porządki, prawdziwą rewolucję. Łatwo opracować świetny plan, obejmujący wszystkie aspekty życia. Tylko co dalej? Pierwszego dnia z radością i energią wprowadzamy plan w życie, drugiego dnia podobnie. Po tygodniu jesteśmy już baaardzo zmęczone, rodzina znudzona. Kolejne dni niosą ze sobą irytację, bo nie tak miało być. Najdalej w drugim tygodniu zaczynamy łamać zasady naszego planu. A potem łapiemy doła, że znów nam nie wyszło.
Proponuję inne podejście – podejście małych kroczków. I krótkich terminów realizacji. W tym tygodniu zajmijmy się zabawkami. Mylę, że czas też jest odpowiedni, nie wiem jak u Was, ale u mnie w domu przybyło mnóstwo nowych zabawek, ubranek, kosmetyków itp. drobiazgów. Jeśli Wasza kanapa tonie w pluszakach, na każdym kroku potykacie się o duplo i nawet w wannie czekają na was zygzak mcqueen i petshopy, to to jest artykuł dla Was. O to kilka sposobów na zorganizowanie domu i ograniczenia zabawkowego bałaganu.
Pokój bez zabawek.
Zacznijmy od wyznaczenia jednego pomieszczenia bez zabawek. Ja zaczęłam od kuchni – głównie ze względów bezpieczeństwa. Następnym pokojem była nasza sypialnia
Kolejnym korytarz. Żeby podkreślić nową zasadę wyniosłam wszystkie zabawki do pokoi dziecięcych. Wprowadziłam też surową konsekwencję, jeśli w pokoju bez zabawek znajdę jakiegoś zbiega, to go chowam do „aresztu” na oznaczony czas.
Chowajcie nieużywane zabawki.
Niektóre mamy uważają ten krok za bardzo radykalny, ale uwierzcie, to naprawdę działa. Przeprowadźcie tą operację w czasie gdy dzieci nie ma w domu. Posegregujcie zabawki i odłóżcie, te którymi od dawna dzieci się nie bawiły. Włóżcie je do pudła i schowajcie, ale tak, żeby dzieci ich przypadkiem nie znalazły. I poczekajcie co się będzie działo. Jeśli dzieci będą pytały gdzie są zabawki, powiedzcie prawdę, że zostały schowane na jakiś czas. Jeśli po kilku dniach dzieci nadal upominają się o schowane zabawki, ustalcie, że za np. miesiąc wyjmiecie po jednej zabawce dla każdego dziecka, ale w zamian jakaś inna zabawka trafi do pudła.
Jeśli jednak dzieci nie zauważą zmiany, potrzymajcie zabawki w zamknięciu kilka tygodni, może miesięcy, i potem z czystym sumieniem oddajcie je do kościoła, albo jakiejś organizacji charytatywnej.
Wyrzucajcie zepsute zabawki.
Jeśli coś da się naprawić, to od razu naprawcie, albo schowajcie, dopóki zabawka nie zostanie naprawiona. Jeśli jednak nie da się jej naprawić, i nie jest to ukochany pluszak, to bez żalu wyrzućcie. Nie pozwólmy na stworzenie w pokoju dziecięcym cmentarzyska zepsutych zabawek. Niektórzy myślą, że to nauczy dzieci dbania o zabawki, myślę, że jest odwrotnie.
Tak jak burmistrz Nowego Yorku Giuliani walczył z graffiti, tak my walczmy z wszelkimi przejawami bałaganu.
Zorganizujcie miejsce do zabawy.
Czasami zabawki wędrują po całym domu, bo dzieci nie mają wyznaczonego i przystosowanego miejsca do zabawy. Takim miejscem może być nieużywany pokój, strych, czy obszerny korytarz. U nas jeden z pokoi przeznaczyliśmy na sypialnię trojki naszych dzieci, a drugi na pokój zabaw. W sypialni zostawcie ulubione książki i przytulanki do spania.
Kupujcie zabawki wg. klucza.
Segregowanie Lego od Duplo i Playmobile, może zająć niejedno popołudnie, podobnie z drewnianymi kolejkami Brio i IKEA. Pozwólcie dziecku wybrać, który rodzaj klocków najbardziej lubi, i tylko te kupujcie, ułatwi to również rodzinie robienie dzieciom prezentów.
Wyznaczcie każdemu dziecku miejsce na jego zabawki.
Nigdy nie będzie porządku w zabawkach, jeśli dzieci nie będą miały miejsca na ich przechowywanie. Każde dziecko powinno mieć półkę na swoje książki, i pudła/kosze/szuflady na zabawki. Włączcie do wieczornego rytuału czas na odłożenie zabawek „spać” do ich „domków”.